<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Wesele> 
<author_1=Jerzy Waldorff>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year="1951">
<month="10">
<date=1951-10-14>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Byem niedawno na weselu. Miao si odby w restauracji, jako, e w Warszawie mao kto ma do odpowiedzialne mieszkanie i zastaw, eby waniejsze uroczystoci rodzinne organizowa prywatnie. lub wszake spni si i przecign tak, e nim cywilny wikary skoczy swoje, bya czwarta. Fatalna pora na publiczne jedzenie w stolicy!
Orszak nie by zbyt liczny: enicy si mj przyjaciel Fredzio, panna moda. Mamusia panny modej, wuj Teodor i ja. Nim wszake dobieglimy do probierni rybnej, wszystkie stoliki byy ju zajte. Jedyne wolne miejsce w gbi sali kierownik lokalu kaza natychmiast zaj Fredziowi, a nam ustawi si w ogonku. Mielimy jednak szczcie. Po jakiej godzince zwolni si naraz cay duy st.
 Czy my go aby zdymy dopa pierwsi?  zaniepokoi si wuj Teodor.
 Nie takie rzeczy si robio  sapna Mamusia.  Walcie za mn! Runa naprzd, warczc, i rzeczywicie po chwili wesele mogo si ju rozpocz.
 Id teraz tylko po Fredzia!  rozkazaa Mamusia wujowi.
Podczas nieobecnoci wuja podszed kelner. Dalimy mu do zrozumienia, e chodzi o wesele, wic uczta musi by wykwintna.
 Uroczystoci rodzinne  powiedzia  to nasza specjalno! Wanie obok odbywa si maa stypa.
Zamwilimy zup z leszcza, a jeszcze przedtem wino i obejrzelimy si na towarzystwo przy stypie. Bardzo byo eleganckie!
Tymczasem wrci wuj Teodor, ale sam. Okazao si, e Fredzio przysiad si do koleanki z gimnazjum, ktra teraz jest dyrektorem w jednym biurze, wic wypada, eby z ni chwil porozmawia.
 No to napijmy si!  rzek wuj Teodor i rozla.
Od szatni podszed jaki facet:
 Czy mona si przysi?
 Przecie pan widzi  odparem  e tu wesele!
 Wesele, nie wesele, a ja jestem godny, wic chc zje.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>